Tak i nadszedł nasz trzeci dzień pielgrzymowania. To jeden z najtrudniejszych dni naszej drogi. Oczywiście nie chodzi tu o odległość ale o „syndrom dnia trzeciego”, o którym pisałam w zeszłorocznych relacjach. Zakwasy i wszelkie dolegliwości osiągają swoiste apogeum. Boli wszystko i ma prawo boleć bo wysiłek z jakim mamy do czynienia w trakcie drogi jest bardzo ogromny. Jednak wracając do relacji to dzisiejszy dzień rozpoczęliśmy Mszą Świętą o godzinie 7.00 w kościele pw. Świętej Doroty w Licheniu. Po jej zakończeniu zostaliśmy zaproszeni na przepyszne śniadanko, które dodało nam sił do drogi. Starej - nowej trasy :)

 

Po pożegnaniu gospodarzy wyruszyliśmy na szlak. W trakcie trwania pierwszego odcinka spadło na nas kilkanaście kropel wody i powiał dość solidny wiatr. Jednak niesieni wiara podążaliśmy do pierwszego postoju, który miał miejsce tuż przed wejściem na nowy odcinek trasy czyli „wały”. W trakcie trwania owego odcinka odśpiewaliśmy godzinki. Po niespełna dwugodzinnym etapie stawiliśmy się na pierwszym postoju. Po 40 minutowym postoju ruszyliśmy dalej w kierunku tak wyczekiwanego odcinka jakim są wspominane „wały”. 8 km odcinek pokonaliśmy w szybkim tempie poświęcając swój czas bliźniemu i po 1,5 godzinie całą grupą przepłynęliśmy promem by podążać do Krzymowa na przepyszny obiad. I wyjrzało słońce, które towarzyszyło nam do samego końca dnia. Mimo małych problemach z opuszczeniem promu wszyscy szliśmy dalej.  I tak też dotarliśmy na postój obiadowy, w ukochanym przez nas Krzymowie. Zostaliśmy tam bardzo miło przyjęci i poczęstowani pysznym i ciepłym obiadem. Dzięki temu, iż nasze tempo było bardzo dobre mogliśmy tam pozostać prawie 2 godziny. Bo tym cudownym odpoczynku ciężko było nam opuszczać to miejsce lecz czas nas gonił. Wyruszyliśmy ku Kunom. Naszej ciasteczkowej miejscowości. Tam po raz kolejny nie rozczarowaliśmy się i po zostaliśmy poczęstowani słodkościami. Po pół godzinnym postoju mknęliśmy dalej. Był jeszcze jeden króciutki postój w Chylinie i mknęliśmy dalej do Władysławowa. Na miejsce dotarliśmy po godzinie 18. Spotkanie wieczorne mieliśmy o 20.30. W trakcie jego trwania odbyła się adoracja i  zostały nam wręczone chusty z wizerunkiem twarzy Jezusa z całunu turyńskiego. Chwilę pośpiewaliśmy i udaliśmy się na nocleg. Ten dzień był dla nas bardzo wyczerpujący i męczący jednak nie poddajemy się i mkniemy dalej.

Dziękujemy wszystkim za gościnę i dobroć jaką zostajemy otoczeni na trasie! Idziemy w komplecie i trzymamy się dobrze, także nie martwcie się dotrzemy na Jasną Górę!

 

Aha i napisano o naszej grupie: 

http://www.lichen.pl/pl/24/n_827/xxx_promienista_pielgrzymka_ze_strzelna_goscila_w_licheniu

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież